Poszłam zapytać o komputer do serwisu. Powiedziano mi, że nie jest jeszcze gotowy. Postanowiłam wrócić do domu. Uszłam kilka kroków i zawróciłam...stwierdziłam, ze zrobię sobie spacer i odwiedzę koty na działce.
Przeszłam kilkaset metrów i usłyszałam silny metaliczny huk. Byłam po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko marketu. Na stromych metalowych schodach COŚ leżało...
WYGLĄDAŁO JAK ORZEŁ ALBO PTAK Z ROZŁOŻONYMI SKRZYDŁAMI.
Spojrzałam i pomyślałam, że ktoś się pewnie bawi w teatr, ale...
To nie było coś...
To nie był ptak...
TO BYŁ CZŁOWIEK...
Obok stali ludzie...
stali i patrzyli, a człowiek uderzał głową w kant schodów i miał drgawki...
Przebiegłam na drugą stronę ulicy...
Dlaczego ludzie nie wiedzą?
nie potrafią?
nie chcą?
boją się...?
Dlaczego nie próbują pomóc?
Tak niewiele trzeba umieć żeby pomóc choremu na padaczkę w sytuacji kiedy dostaje ataku w takim niebezpiecznym miejscu....
Dlaczego ludzie tylko patrzą????????????????????????????????????????????